poniedziałek, 19 września 2016

"...o głogu rosnącym tam w dole."

"I każdy pasterz opowie swoją historię,
o głogu rosnącym tam w dole."
John Milton (1608-1674), "L'Allegro"

Jesień coraz śmielej puka do okien naszych domów, przeganiając zalegające resztki błogiego ciepła lata, napełniając powietrze chłodem i świeżością. Na naszych oczach znikają szmaragdowe drzewa i trawy, zamieniając się w złote posągi, tu i ówdzie przyozdobione pomarańczowymi plamami. Wędrując po polach i łąkach, widzimy jak przy lasach i polnych ścieżkach, przydrożne krzewy przygotowując się na przyjście zimnych dni. Drzewka czarnego bzu, które jeszcze tak niedawno były obsypane białym kwieciem, tak chętnie odwiedzanym przez owady, dziś oblepiają granatowe jagody, będące darem od Ceres dla ptactwa i ludzi. Nie ma ani śladu po pachnących i zwiewnych różyczkach dzikiej róży, niosących ukojenie zmęczonym duszom. Zamiast nich, kolczaste pędy uginają się pod ciężarem czerwieniejących owoców. Jedynie niepozorny głóg walczy ze zbliżającą się zimową porą. Broni swych zielonych liści, spomiędzy których spoglądają na świat czerwone korale, tak bardzo umiłowane przez zwierzęta i ludzi.

Ludzie od zawsze cenili krzewy głogu. Przypisywano im najwyższe, boskie pochodzenie. Można rzec, że matką głogu jest natura, ale jego ojcem – piorun. Nic więc dziwnego, że był uważany za święte drzewo wśród Germanów i Skandynawów. Ze ściętych głogów układano stosy pogrzebowe, uprzednio błogosławiąc je Mjølnirem. Taki ogień miał za zadanie ułatwić duszom podróż w zaświaty.

Grecy i Rzymianie uznawali drzewa głogu za pomniki dobrego małżeństwa i korzystnej wróżby. Zwłaszcza w Italii, gdy odprowadzano pannę młodą do domu jej męża, towarzyszyli jej drużbowie ze strony pana młodego. Czterech z nich niosło jedlinowe pochodnie, natomiast piąty zapaloną gałąź głogu.

Ludy słowiańskie odziedziczyły po Germanach i Rzymianach respekt przed głogiem. Patrząc na ten krzew, odczuwamy jego 'godność', pierwotną siłę i potęgę. Nic dziwnego, że wykorzystywano go w magicznych rytuałach, mających odpędzić złe moce powodujące chorobę. Aby wyleczyć się z ciężkiej febry – gorączki z dreszczami, chory szedł do lasu, gdzie wycinał głogową gałąź, którą następnie strugał w formę kołka czy też szpuntu. Jest to trudna praca, głogowe drewno jest trudne w obróbce, słynie z twardości. Gdy już uczynił co należy, znajdował brzozę, przy czym im większa i starsza, tym lepsza. W drzewie za pomocą noża wyrabiał dziurę i wsadzał w nią zwitek własnych włosów i kawałek ubrania, które miał na sobie, po czym zatykał ją kołkiem. Nieodzowne przy tym było zaklęcie: "Tu cię zabijam! Abyś mnie nigdy nie nachodziła", po którego wypowiedzeniu pospiesznie się oddalano, pilnując się przed odwróceniem bądź wydaniem dźwięku.

Głogowi przypisywano szczególną siłę na Bałkanach, gdzie używano go do walki z czarownicami, diabłami i upiorami. Małe dzieci, co do których było podejrzenie, że zostały "odmienione" czyli porwane przez wiedźmy i zastąpione ich potomstwem, wyprowadzano na miedzę, gdzie kazano im się rozebrać i położyć na brzuchu. Na plecy sypano ziemię z dziewięciu miedz, po czym bito głogowymi witkami. A ponieważ głóg jest gęsto upstrzony cierniami, diablice przybiegały co sił i oddawały uprowadzone dzieci, mówiąc z wyrzutem "Ty bijesz i tracisz moje a ja twoje hoduje i pielęgnuję!" Zresztą wygląda na to, że bicie za pomocą takich gałązek było powszechne, skoro przy haśle 'głóg', Samuel Linde zapisał jako przykład zdanie "Ociec móy karał was biczmi a ja was będę karał głogiem!".

Bałkany są znane na świecie ze swej wiary w wampiry i strachy, które powstają z grobów, aby czynić krzywdy ludziom. Aby uchronić się przed ich atakami, rozkopywano groby osób, które podejrzewano za życia o złe zamiary wobec innych, profilaktycznie ucinano im głowę a miejsce w którym było serce, przebijano głogowym kołkiem.

Na ziemiach polskich a zwłaszcza na wsi, głóg cieszył się estymą dosyć długo. Jeszcze sto lat temu, w rejonie Sieradza, w Wielką Sobotę ksiądz wychodził przed świątynię, gdzie zapalał krzemieniem pakuły a od nich świecę i głogowe witki przyniesione przez żony gospodarzy. Gdy któraś gałązka zajęła się uświęconym ogniem, biegnięto co sił w nogach do swojego majątku, który okrążano bacząc, aby ogień nie zgasł. W ten sposób chroniono swoje gospodarstwa przed spaleniem. W ten sposób chrześcijaństwo wzięło za rękę dawne, pogańskie tradycje i stworzyło z nich synkretyczny rytuał, w którym głóg zajmował główną pozycję. Czy nie warto go odnowić? 

2 komentarze: