czwartek, 7 września 2017

Mieszanki ziołowe armii Księstwa Warszawskiego

Ostatnio nie mogę narzekać na brak pomysłów na nowe wpisy do Manuału. Co więcej, zupełnie nie są związane z porą roku! Gdybym podszedł to tego sztampowo, to pewnie teraz publikowałbym notkę o jeżynach, dzikiej róży, czy kopaniu Bóg wie jakich korzeni, bo w końcu na to sezon. Skoro sezon, to i czytelnicy by się znaleźli - amatorzy powideł i suszonych kłączy oraz zapobiegliwie gospodynie, troskliwie uzupełniające zapasy domowych apteczek. Nie, to nie dla mnie. Lubię poruszać tematy, które nagle wpadną mi w oko, o których wcześniej w ogóle bym nie pomyślał, wymagające zgłębienia, analizy. Zatem odrzucam coroczną wędrówkę Persefony do Hadesu i zwracam się ku Aresowi – będzie o ziołach i o wojnie!

Księstwo Warszawskie było nader dziwnym tworem, przez co nie zagrzało długo miejsca na mapie świata. Powstałe z woli Napoleona w 1807 roku, upadło wraz ze złożeniem ostatniego podpisu na dokumentach kongresu wiedeńskiego (1815), choć faktyczny rozkład nastąpił trzy lata wcześniej, z chwilą załamania inwazji Napoleona na Rosję i wkroczenia wojsk carskich na teren księstwa. Młode państwo, będące de facto francuskim protektoratem, nie miało wiele czasu na tworzenie struktur od początku. Zamiast tego wybrano drogę na skróty – przeszczepiano cesarskie rozwiązania i pomysły, dostosowując je do polskich warunków. Materialnym dowodem jest pewien niewielki druk wojskowy z 1810 roku pt. "Przepisy lekarstw dla szpitalów woyska polskiego", na którym oparłem niniejszy tekst. Kompaktowych rozmiarów książeczka (142 strony) opisuje praktyczne i sprawdzone receptury preparatów leczących różne schorzenia, na które mogli cierpieć żołnierze armii księstwa.

"Szpitale Woyskowe są właśnie te mieysca, w których trzeba się starać iak naymniey recepty zapisywać, bez istotney tego potrzeby; ich liczbę zmnieyszać, a nadewszystko aby iak naymniey rzeczy w sobie zawierały."

Książkę napisano dla armii cesarstwa francuskiego, lecz jako nader cenna pozycja została dostrzeżona, przetłumaczona i przystosowana do lokalnych warunków i zasobów przez Radę Zdrowia – organ zajmujący się kwestiami medycznymi i sanitarnymi armii księstwa. W skład rady wchodziło trzech inspektorów: główny medyk Michał Bergonzoni, chirurg generalny i inspektor szpitali wojskowych Leopold Lafontaine oraz aptekarz naczelny wojsk księstwa Bogumił Guideit. Rada zadedykowała dzieło naczelnemu wodzowi wojsk Księstwa Warszawskiego, księciu Józefowi Poniatowskiemu, który zresztą jako minister wojny wnioskował o utworzenie tej instytucji.

Pierwsza część dokumentu opisuje lekarstwa do użytku wewnętrznego i składa się z ośmiu rozdziałów – każdy omawia inną formę preparatów leczniczych. Postanowiłem się skupić na rozdziale pierwszym, dotyczącym najprostszej postaci leku roślinnego – ziółek. Na pozostałe przyjdzie jeszcze czas!

Mieszanki ziołowe (Species) to kilka odpowiednio rozdrobnionych surowców roślinnych (często o zbliżonym, uzupełniającym się działaniu), zmieszanych w określonych proporcjach. Są punktem wyjścia do naparów, odwarów i okładów – najpopularniejszych przetworów i zarazem najprostszych leków. Nic dziwnego, że opisywane są już na pierwszych stronicach – wystarczy dolać wody i zagrzać. Może efekty nie będą spektakularne, ale przy ogromnej masie pacjentów i w trudnych warunkach, łatwość przyrządzania dużych ilości preparatów oraz nieskomplikowane dawkowanie z pewnością zyskiwało poklask u wojskowych medyków. Suszone zioła są lekkie, dosyć trwałe, nie zajmują dużo miejsca, transport nie jest problematyczny. Woda i kocioł znajdą się wszędzie, więc i mieszanki pojawiły się w receptariuszu armii.

Pierwszą recepturą wymienioną w tym rozdziale, są ziółka piersiowe – Species pectorales.

   Foliorum Veronicae
   Fol. Tussilaginis
   Fol. Hyssopi
   Florum Verbasci, ana quantum vis
   Rasurae Radicis Liquirit. drach: 3. pro libra.

Jest to prosta i rozsądna mieszanka przeznaczona do stosowania w przypadku wystąpienia chorób górnych dróg oddechowych. Liść przetacznika (Fol. Veronicae) – obecnie bardzo rzadko stosowany – wykazuje właściwości wykrztuśne. Liść podbiału (Fol. Tussilaginis) działa osłaniająco i ściągająco, natomiast hyzop (Fol. Hyssopi) to surowiec o działaniu antyseptycznym i ściągającym, polecanym w chorobach infekcyjnych jamy ustnej i gardła. Kwiaty dziewanny (Florum Verbasci) będą łagodzić podrażnione gardło i działać wykrztuśnie dzięki obecności saponin. Wedle receptury, wszystkiego musimy wziąć po tyle samo, a następnie dołożyć zeskrobanego korzenia lukrecji (Rad.Liquiritiae) po trzy drachmy (12 g) na librę (370 g) mieszanki. Lukrecja doda nieco słodkiego smaku oraz zadziała wykrztuśnie. Podsumowując, ziółka pomogą w odkrztuszaniu, zmniejszą ból i obrzęk gardła, przyczyniając się do zwiększenia komfortu i szybszego wyzdrowienia.

Kolejny przepis dotyczy Species Amarae – ziółek gorzkich.

   Foliorum Centauri min:
   Fol. Fumariae
   Fol. Trifolij fibrini, ana quantum vis

Bardzo prosta mieszanka, wystarczy wziąć tyle samo każdego składnika i wymieszać. Centuria pospolita (Fol. Centaurii, dzisiaj byłoby to ziele – Herba) to znany i popularny surowiec goryczowy, charakteryzujący się dodatkowo właściwościami przeciwzapalnymi. Dymnicę (Fol. Fumariae, właściwie Herba) stosuje się bardzo rzadko, wykazuje działanie rozkurczowe, niewątpliwie przydatne w tej mieszance. Ostatni surowiec – liść bobrka (Fol. Trifolij fibrini, obecnie Fol. Menyanthidis) jest typowym surowcem gorzkim, chętnie stosowanym w Polsce. Mieszanka będzie bardzo gorzka, pobudzi łaknienie i wydzielanie soku żołądkowego, nieco rozkurczy mięśnie gładkie. Ziółka musiały być prawdziwym wybawieniem dla wojennego żołądka, który nie rzadko raczył się wyjątkowo podłym jedzeniem.

Trzecia mieszanka składa się z pięciu surowców o silnym zapachu, zresztą dlatego nosi nazwę pachnącej – Species Aromaticae.

   Foliorum Salviae,
   Fol. Melissae
   Fol. Serpylli
   Fol. Menthae piperit:
   Florum Lavendulae, ana quantum vis.

Niezwykle mocne zapachy szałwii, melisy, macierzanki piaskowej, mięty pieprzowej i lawendy, skomponowane razem – to zapach, którego na pewno nigdy się nie zapomni! Nie były przeznaczone stosowania wewnętrznego. Podawano je do cucenia, pobudzania, jako swoiste sole trzeźwiące. Obkładano nimi poduszki, zapewne i rozsypywano po podłogach, kątach sal, w których przebywali ranni i chorzy. Każdy woli zapach lawendy niż woń zgnilizny i śmierci.

Species emolientes to ziółka odmiękczające, zazwyczaj stosowane przy okładach i kataplazmach. Ich zadaniem było miejscowe spulchnienie, rozmiękczenie twardego naskórka.

   Herbae Malvae
   Her. Verbasci
   Flor. Chamomillae
   Sem. Lini, ana quantum vis.

Herbae Malvae oznacza ziele ślazu – przy czym zasadniczo bez znaczenia jest różnica, czy chodzi o ślaz dziki (M. sylvestris) czy o ślaz zaniedbany (M. negleta). Liście ślazu zawierają śluz – około 8%. Ziele dziewanny obecnie nie jest spotykane w handlu – porzucono je na rzecz kwiatu (Flos Verbasci). Jednakże bez wątpienia zawiera śluzy, co pozwala zakwalifikować ten surowiec do tej samej grupy, co ziele ślazu. Kwiat rumianku (Florum Chamomillae) zapisalibyśmy dzisiaj jako koszyczek (Anthodium Chamomillae). Rumianek dzięki swoim właściwościom przeciwzapalnym stał się obowiązkowym składnikiem mieszanek przeznaczonych do użycia zewnętrznego na błony śluzowe i skórę. Semen Lini – nasienie lnu również wykazuje działanie przeciwzapalne, łagodzące i nawilżające (śluzy – ok. 7-8%). Jeżeli chodzi o składniki – całkiem niezła mieszanka!

Choroby wywoływane przez pasożyty musiały być nie lada problemem dla lekarzy francuskich oraz medyków wojskowych wojsk księstwa, skoro poświęcono im odrębną mieszankę – Species anthelminticae. Zresztą nie ma czemu się dziwić: brud, tłok, zwierzęta – to ulubione siedlisko wszelkiego rodzaju parazytów.

   Herb. Tanaceti
   Herb. Absinthij
   Flor. Chamomillae vulgaris, ana quantum vis.

W dzisiejszych czasach operujemy raczej kwiatem wrotyczu (Flos Tanaceti), niżby zielem, ale to szczegóły, przecież kwitnące ziele zawiera niemałą ilość koszyczków. Wrotycz z powodu tujonu stracił dużo w oczach współczesnej medycyny. Stosowano go zarówno przeciw pasożytom wewnętrznym (owsiki i glisty), jak i zewnętrznym – głównie na wszy. Chyba wciąż sprzedaje się Artemisol (Herbapol Kraków), składający się z nalewki wrotyczowej, nalewki piołunowej (wykonanej na Herba Absinthi) i kwasu octowego 80%, przeznaczony właśnie na wszawicę głowową. W recepturze widnieje również rumianek, znalazł się tutaj nieprzypadkowo – właściwości przeciwzapalne, pielęgnujące i łagodzące będą cenne, jeżeli mieszankę zastosujemy zewnętrznie.

Dzielni wojacy mogą cierpieć na różne choroby i przypadłości, niekiedy jest wskazane zwiększone wydalanie moczu, jak to przetłumaczyli inspektorzy – "w Puchlinach różnych części ciała". Naturze nieco dopomogą ziółka urynę pędzące – Species Diureticae.

   Rad. Apij
   Rad. Foeniculi
   Rad. Petrosellini
   Rad. Ononidis spinosae, ana quantum vis.

Jest to mieszanka czterech korzeni – trzy są bardzo łatwe do kupienia, tłumacząc od góry: selera, kopru włoskiego i pietruszki. Surowce te charakteryzują się działaniem moczopędnym, przy czym seler i pietruszka bardzo często znajdują się w mieszankach stosowanych przy obrzękach i skąpomoczu. Korzeń wilżyny ciernistej (Radix Ononidis) również zwiększa diurezę, przy czym nie drażni nerek. Kompozycja klasyczna, poprawnie spełniająca swoje zadanie.

Składniki siódmej mieszanki należy odważyć za pomocą więcej niż jednego odważnika, co jest nowinką w rozdziale. Species Diaphoreticae - ziółka poty sprawujące, korzystają z nieco mniej znanych składników.

   Rad. Liquiritiae
   Rad. Bardanae, ana libr. 1
   Ras. Lign. Guajaci
   Ras. Lign. Juniperi, ana libr. 6
   Semin. Anisi, unc. 3.

Zwiększenie wydzielania potu może odbywać się różnymi sposobami, niekoniecznie poprzez bezpośredni wpływ na układ termoregulacji. Wystarczy napić się gorącej herbaty będąc nieco grubiej ubranym, lub zjeść talerz rosołu, aby solidnie się spocić. Korzeń lukrecji ma liczne właściwości, lecz nie znam badań mówiących o jego wpływie na pocenie się. Być może niepotrzebnie się nad tym rozwodzę, a wyjaśnienie jest prozaiczne – słodki smak lukrecji ułatwia wypicie odwaru. Korzeń łopianu (Radix Bardanae) bywa stosowany jako diaphoreticum, choć podobno lepiej w tej roli sprawdziłby się sok (Succus Bardanae). Mam spore wątpliwości co do drewna gwajakowca (Lignum Guajaci). Zawiera ono całkiem duże ilości żywicy gwajakowej, która definiuje działanie drewna. Faktycznie, pisano o Resina Guajaci jako o diaphoreticum, lecz działo się to w połowie XIX wieku. Nie znam aktualnych prac, które podtrzymywałyby historyczne doniesienia. Podobnie rzecz ma się z drewnem jałowcowym (Lignum Juniperi), które według mnie, może działać pośrednio na perspirację. W drewnie znajduje się olejek jałowcowy, który poprawia pracę układu trawiennego, zwiększa wydzielanie żółci i soków trawiennych. Może to przekładać się na pewnego rodzaju uczucie ciepła, rozgrzania, na które organizm odpowie wydzielaniem potu. Kolejny problem sprawia owoc biedrzeńca anyżu – Semen (Fructus) Anisi. Żadna ze współczesnych książek nie wspomina o takim działaniu tego surowca, co wcale nie oznacza, że nie występuje. Znając działanie samego anyżu (zwiększanie czynności wydzielniczej w przewodzie pokarmowym), może na tej samej zasadzie co jałowiec.

Ziółka ściągające – Species adstringentes – przeznaczone są do zastosowań zewnętrznych, głównie przemywań oraz okładów. Działanie ściągające wynika z obecności garbników, wykazujących dodatkowo efekt przeciwzapalny i przeciwbakteryjny.

   Rad. Bistortae
   Rad. Tormentillae
   Cort. Hippocastani, ana quantum vis.

Kłącze rdestu wężownika (obecnie Rhizoma Bistortae) to klasyczny surowiec garbnikowy, wykorzystywany zarówno wewnętrznie (biegunki), jak i zewnętrznie, w stanach zapalnych jamy ustnej, hemoroidach, oparzeniach i świądach. Nieco mniej związków ściągających znajduje się w kłączu pięciornika kurzego ziela (Rhizoma Tormentillae), również polecanym przy żylakach odbytu (czopki Hemorol) i zmianach zapalnych skóry (maść Tormentiol). Kora kasztanowca (Cortex Hippocastani) także zawiera garbniki, przy czym działanie jest wzmacniane poprzez obecność kumaryny eskuliny, dodatkowo uszczelniającej naczynia krwionośne. Prosta, skuteczna kompozycja.

Ostatni przepis opisuje ziółka rany gojące – Species vulneriae.

   Foliorum Haederae terrestr.
   Fol. Hiperici
   Fol. Agrimoniae
   Fol. Ruthae
   Fol. & Flor. Rorismarini
   Fol. & Flor. Lavandulae

Interpretacja zwrotu "rany gojące" jest całkiem szeroka – wchodzą tutaj wszystkie substancje mające korzystny wpływ na błony śluzowe oraz skórę. Pierwszym surowcem jest niedoceniany bluszczyk kurdybanek (Glechoma hederacea) zawierający garbniki (max. 8%) i olejek eteryczny. Roślina wykazuje działanie ściągające, przeciwzapalne i antybakteryjne. Dziurawiec (obecnie surowcem jest Herba Hyperici) bez wątpienia działa mocniej niż kurdybanek, co jest zasługą dużych ilości flawonoidów (dodatkowo wzmacniających drobne naczynia krwionośne) i garbników katechinowych. Ekstrakt olejowy lepiej radziłby sobie z gojeniem ran, choć wyciąg wodny również ma swoje zalety. Rzepik pospolity (Agrimonia eupatoria) zawiera kilka procent garbników i niewielkie ilości flawonoidów, przez co będzie wykazywał działanie (choć słabe) przeciwzapalne i ściągające. Ruta jest rośliną leczniczą będącą na uboczu ze względu na obecność alkaloidów i furanokumaryn, które zwykle mają skłonności do wywoływania licznych działań niepożądanych. Nie zmienia to faktu, iż związki obecne w surowcu (flawonoidy, głównie rutozyd) działają na naczynia krwionośne uszczelniając i uelastyczniając je. Rozmaryn (Folium Rosmarini) zwykliśmy uważać za przyprawę, niżby za surowiec leczniczy – a przecież odznacza się licznymi, korzystnymi właściwościami! Antyseptyczny olejek eteryczny powoduje delikatne przekrwienie i miejscowe poprawienie krążenia, natomiast flawonoidy i triterpeny działają przeciwzapalnie. Podobnymi właściwościami charakteryzuje się lawenda – wyciągi z niej są często stosowane przy podrażnieniach, oprzeniach i zranieniach, co widać po licznych kosmetykach do pielęgnacji skóry.

Cóż mogę więcej rzec o tych recepturach? Opracowali je wyjątkowo mądrzy i praktyczni medycy. Przepisy te powinny być dla zielarzy wzorem dobrych, oszczędnych mieszanek, które mają skutecznie spełniać swoje zadanie.

Spodobał Ci się mój tekst? Polub fanpage Manuału Zielarskiego i daj znać o blogu innym!


Tworzenie Manuału Zielarskiego wymaga sporej ilości czasu. Blog na siebie nie zarabia, a zbliżają się koszty (np. opłacenie domeny). Chciałbym od czasu do czasu mieć coś z Manuału - kupić chociażby książkę do zbioru... albo lepiej - dwie książki, jedną dla siebie, drugą jako nagrodę w konkursie. Twoja wpłata pozwoli mi na realizowanie misji, utrzymanie i uatrakcyjnienie Manuału!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz