wtorek, 7 listopada 2017

W dymie kłamstw

Dobry znajomy powiedział kiedyś do mnie "jeleni w tym kraju nie brakuje". Niechętnie zgodziłem się z nim. Instynkt samozachowawczy uległ ogromnej degeneracji i nie jest w stanie wyczuć podstępu, choćby plułby nam w twarz. To jak z grą w trzy kubki na Krupówkach: setki turystów dały się naciąć na oszustwo wymyślone jeszcze w czasach, gdy ludzie próbowali krzyżować się z rzepą! Coraz łatwiej przychodzi mydlenie oczu ładnymi grafikami i cudownymi opisami - staram się jednak rozpoznawać drobne krętactwa i jeżeli jest to możliwe – publicznie je wytykać.

Pewien użytkownik portalu Wykop.pl zalinkował do strony internetowej sprzedającej angielskie mieszanki ziołowe do palenia – takie "zdrowsze" zamienniki tytoniu. Niedawno opisywałem papierosy lecznicze, więc temat żywo mnie zainteresował. Kliknąłem, poczytałem, posprawdzałem – i o to zdaję Wam relację z mojego śledztwa!

Opisywana przeze mnie strona to zioladopalenia.pl. Domena została zarejestrowana 26.02.2017 roku, czyli prawie dziewięć miesięcy temu. Wygląda wprawdzie nieco pusto, ale jak na internetowe standardy – zupełnie znośnie. Odwiedzających wita hasło "Oxford Blend. Zioła do palenia. Celebruj palenie z naszymi mieszankami." Możemy zobaczyć trzy opakowania takich miksów oraz opis firmy. Wynika z niego, iż Oxford Blend stworzono w 2015 roku w Wielkiej Brytanii i od tego czasu rozwija się nadzwyczaj prężnie. Kliknięcie "About" przenosi nas do świata... fantazji.

Podstrona informuje o trzyosobowym, zespole tworzącym Oxford Blend. Sądząc po imionach i nazwiskach, dwie osoby są narodowości polskiej – czyli firma na wskroś krajowa! Wyjątkowo korporacyjne opisy każą sądzić, iż chodzi o coś więcej, niż zwykłe ziółka do palenia:

Team = rodzina. Jako gatunek ludzki nie możemy być sami.


Zespołem kieruje Paweł Maciąg – technik farmaceutyczny z ośmioletnim stażem, któremu zawdzięczamy niskie ceny produktu. Proste "Szukaj zdjęcia w Google" ujawnia kłamstewko autora strony. Zdjęcie "pana Pawła" reklamuje liczne teksty blogerów – namuszce.pl oraz na niezalezna.pl. Skoro posłużono się fałszywym zdjęciem, to należy przyjąć, iż taka osoba w ogóle nie istnieje – w jakim innym celu, publikowano by zdjęcie modela z innej półkuli? Kolejnym członkiem Oxford Blend jest Dominika Hoffman, magister fizjoterapii. Co fizjoterapia ma wspólnego z tym biznesem – pod koniec naprawdę się zdziwicie! Czy zdjęcie mgr Hoffman okaże się prawdziwe? Niestety! To kolejna modelka, której wizerunek wykorzystuje naprawdę wiele firm – chociażby firma Bausch produkująca soczewki kontaktowe. Sookie Stackhouse także jest fikcyjną postacią, zresztą Google wyrobił już o niej pewne zdanie. Być może dane te obiły się Wam o uszy – kojarzycie serial True Blood? Główną postacią jest w nim Sookie Stackhouse, kelnerka z Luizjany.

Nie jest to wcale odlegle od prawdy!

Po prezentacji zespołu następuje nieco korporacyjnych sloganów, które w odniesieniu do profilu firmy brzmią wyjątkowo zabawnie:

Jesteśmy zaangażowani w edukację naszej społeczności na temat znaczenia zrównoważonego rozwoju w ziołolecznictwie – od ochrony zagrożonych i ginących roślin i drzew oraz znalezienia zrównoważonych sposobów zakładach (sic!) nowych plantacji. Naszym zdaniem odpowiedzialna produkcja i gromadzenie leczniczych roślin musi być nieodłączną częścią badań w medycynie.

Misja jak misja...

Troska przejawia się w doborze producentów – podobno są to firmy z Polski, Wielkiej Brytanii i egzotycznego Meksyku. Boże! Żeby dostać choć jedną paczuszkę tych ziółek do analizy farmakognostycznej!

Podobno liczby nie kłamią. Oxford Blend podaje pewne dane na swój temat:

50 kilogramów ziół przetwarzamy w ciągu kwartału

Kwartał liczy trzy miesiące, wychodzi jakieś 17 kilogramów suszu na miesiąc. Nie jest to liczba imponująca w żadnym razie. Autor powinien wykazać więcej inwencji w uwiarygadnianiu firmy.

87 około (!) stałych klientów i ta liczba stale rośnie

Nie wygląda to na zyskowny biznes, zwłaszcza w porównaniu z początkowymi zapewnieniami o dynamicznym rozwoju. Dalszych liczb podawać nie będę – nie są nawet warte uwagi.


Po zapoznaniu się z twardymi danymi i fikcyjnym zespołem, możemy wrócić do strony głównej, gdzie pod zdjęciem komputera (co on ma wspólnego z profilem firmy?) możemy przeczytać F.A.Q. Cenna rzecz! Krótkie akapity informują nas o:

  • szerokiej sieci sprzedaży (allegro)
  • 100% legalności na terenie UE
  • ekologiczności produktu (na to trzeba mieć autorze certyfikat!)
  • korzystnym wpływie palonej mieszanki na zdrowie (tj. nietrujący dym :D)
  • o możliwości uprzyjemnienia romantycznego wieczoru przez ziołowego papieroska


Poniżej znajduje się odnośnik do sklepu internetowego – to dopiero kuriozum. Oferta trzech mieszanek (po 18, 19 i 25 złotych) o których nie mamy żadnej wiedzy, poza nazwą i ceną. Skład jest kompletnie nieznany, nawet gramatura paczki nie jest podana! Równie dobrze producent mógł nawrzucać tam listków z trawnika. Brak wyszczególnionych składników jest dla mnie równoznaczny z próbą dokonania uszczerbku na zdrowiu – czy ktokolwiek pomyślał o alergikach? Próba powiększenia zdjęcia jest daremna, poza tym linki fotografii ukazują fuszerę: Relaks Blend został podstawiony na makiecie za iPhone'a, Red Moon za smartfon Della a Quit Blend za palmtopa HP.

Mistrz komputera!

Kochający klienci na stronie głównej to też lipa – i to każdy! Została ostatnia podstrona – kontakt. Możemy się z niej dowiedzieć, iż firma która zajmuje się tymi mieszankami, tak naprawdę nazywa się Harpa Limited i mieści się w Londynie. Faktycznie, taka firma istnieje, składa się z jednej osoby – Piotra F, który to jest jednocześnie dystrybutorem w Polsce (ależ to zakręcone!). Na samym dole strony znajduje się numer telefonu – identyczny ma pewien magister FIZJOTERAPII Piotr F., praktykujący ten zawód w Jeleniej Górze. Zgadzają się dane osobowe oraz adresy.

Co z "tradycją" od 2015 roku? Może chociaż to jest prawdziwe? Istnieje druga strona pana Piotra F. - oxfordblend.com, która została założona 05.01.2017 roku. Trudno oczekiwać, aby ktoś tworzył markę, nie rejestrując wcześniej tak podstawowej rzeczy, jaką jest domena.

Nie jest trudno zajrzeć za zasłonę niedomówień oraz kłamstw – wystarczy jedynie mocno tego chcieć! Naprawdę, przestrzegam Was przed korzystaniem z produktów, gdzie "coś" się nie zgadza - nie ma podanego składu, gramatury, a zdjęcia członków pionu produkcyjnego są żywcem wydarte internetowi. Musicie orientować się w dymie kłamstw, inaczej Wasze portfele będą lekkie. Jak ten dym. 


Spodobał Ci się mój tekst? Polub fanpage Manuału Zielarskiego
i daj znać o istnieniu bloga innym!


Tworzenie Manuału Zielarskiego wymaga sporej ilości czasu. Blog na siebie nie zarabia, a zbliżają się koszty (np. opłacenie domeny). Chciałbym od czasu do czasu mieć coś z Manuału - kupić chociażby książkę do zbioru... albo lepiej - dwie książki, jedną dla siebie, drugą jako nagrodę w konkursie. Twoja wpłata pozwoli mi na realizowanie misji, utrzymanie i uatrakcyjnienie Manuału!
Kliknij na obrazek - przekieruje Cię na stronę zrzutka.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz