niedziela, 14 stycznia 2018

Historia wspaniała Szwejkowego opodeldoku

- A czy pan się czuje zupełnie zdrowy, panie Szwejk?
- Zupełnie zdrowy to ja nie jestem, wielmożny panie radco.

Mam reumatyzm, smaruję się opodeldokiem.
Jaroslav Hasek, Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej


Na radcy sądowym przesłuchującym Szwejka, wyznanie o reumatyzmie nie zrobiło żadnego wrażenia. Podobnie zareagowałby każdy austro-węgierski lekarz, a komisje wojskowe badające przydatność do służby wybuchnęłyby śmiechem. Gościec był powszechny jak dualistyczna monarchia długa i szeroka. W ogóle tamta Europa Wschodnia to świetna wylęgarnia chorób reumatycznych: wieś wciąż na bakier z higieną i medycyną, wilgoć i chłód tylko sprzyjały rozwijaniu się infekcji, a wybuch wojny światowej i sposób jej prowadzenia, spotęgował liczbę zachorowań. W okopach mnożyło się wszystko to, co było złe dla zdrowia. W efekcie szpitale wojskowe były ustawicznie przepełnione, a reumatyzm (obok biegunek i amputacji) stał się ponurą codziennością. 

Używając zwrotów "reumatyzm", czy "gościec" nie mam na myśli jednej choroby. Są to określenia zbiorcze, w żadnym wypadku nienadające się jako diagnoza. Chorób reumatycznych jest naprawdę dużo, przy czym często nie jesteśmy dociec ich etiologii. Możemy wyszczególnić kilka istotnych przyczyn, domyślać się paru innych, ale reszta wciąż jest dla nas zagadką. Dajmy na to reumatoidalne zapalenie stawów (RZS): wiemy o predyspozycjach genetycznych oraz reakcjach autoimmunologicznych, przez które błona maziowa powoduje destrukcję chrząstki stawowej. No i dieta – bogata w mięso wyjątkowo nie sprzyja w tych chorobach. Tyle wiemy na pewno – co gorsza, istotny wpływ mamy jedynie na dietę. Leczenie jest w głównie objawowe (wszak w stawach wiele już nie zmienimy), oparte na lekach przeciwbólowych, na NLZP-tach i DMARD-ach, czyli środkach przeciwzapalnych. Inne preparaty to leki II i III rzutu, stosowane później, gdy początkowe leczenie nie daje pozytywnych efektów.

Spoglądając z tej perspektywy, można dojść do wniosku, iż choroby reumatyczne leczymy tak, jak dobry wojak Szwejk sto lat temu. Dzisiaj mamy diklofenak i metotreksat, a wówczas dysponowano opodeldokiem, czyli rozgrzewającym mazidłem mydlano-kamforowym – i to o nim jest reszta tekstu! 

Opodeldok zapisał naprawdę wspaniałą kartę w dziejach aptekarstwa i zielarstwa, którą warto przedstawić bliżej. Zasadniczo wszystko zaczyna się od Paracelsusa (1494-1541), który miał użyć słowa 'oppodeltoch' jako nazwy na stworzony przez siebie lek do stosowania zewnętrznego. Nie znamy składu, ani nawet formy: jedni wspominają o płynie, drudzy o maści, trzeci o plastrze. Wszyscy jak jeden mąż podają "wymyślił to Paracelsus", ale nikt nie zająknął się, w którym dziele Paracelsusa można znaleźć recepturę na 'oppodeltoch'. 

Najwcześniejsze źródło do którego dotarłem, w którym widnieje słowo 'opodeldoch' (i to dwukrotnie) to 'Practica der Wundartzney' autorstwa Felixa Würtza – szwajcarskiego chirurga żyjącego w XVI wieku. Moje wydanie pochodzi z 1612 roku, ale pierwsza 'Practica...' pochodzi z 1563 r. Najwyraźniej Würtz i jego czytelnicy już wtedy dobrze wiedzieli, co oznacza ów słowo – nie jest ono wyjaśnione, a użyte raczej w kontekście "wziąłem Manti i mi przeszło". Nie znam niemieckiego z tamtego okresu, ale wnioskuję z pojedynczych słów, iż w akapitach chodzi o bóle w kończynach i kościach. 

Pharmacopoeia Augustiana z 1653 roku opisuje recepturę Emplastrum Opodeltoch, który zupełnie nie przypomina opodeldoku z późniejszych czasów. Plaster składa się między innymi z wosku pszczelego, różnych żywic, olejów, aloesu, tytoniu oraz liści dębu. 40 lat później wielki angielski doktor William Salmon przetłumaczył receptury George'a Bate'a – lekarza Karola I Stuarta, Olivera Cromwella i Karola II. Jednym z przepisów Bate'a jest Balsamum Anodynum, opisany jako "balsam zjadający ból". Składa się on z uncji kastylijskiego mydła, osiemnastu uncji alkoholu, pół uncji opium, sześciu drachm kamfory i drachmy szafranu. Użyto tutaj charakterystycznych dla opodeldoku składników (mydła, alkoholu i kamfory), lecz nie zawarto olejków eterycznych, które są integralną częścią receptury. Nie jest to więc jeszcze właściwy preparat, lecz bez wątpienia pod koniec XVII wieku potrafiono stworzyć odpowiednią bazę. 

Właściwy przepis odnalazłem w dziele R. Jamesa z 1747 roku. Nie było to trudne, gdyż nazwa nie pozostawia żadnych wątpliwości: "Balsamum Saponaceum vulgo Opodeldoc – mydlany balsam powszechnie opodeldokiem zwany". Przepis brzmi następująco:

"Weź rektyfikowanego spirytusu cztery pinty, mydła z Alicante funt – podgrzewaj na niewielkim ogniu, dopóki mydło się nie rozpuści. Dodaj kamfory dwie uncje, olejku z rozmarynu i z oregano – każdego po pół uncji. Wymieszaj lub wstrząśnij."

Pod spodem akapitu znajduje się wielce wymowny dopisek:

"Nie wiem, dlaczego dodano olejku z oregano."

Przeliczenie użytych jednostek sprawiło mi niewielki kłopot – wyliczenie pinty było dość niejasne, lecz przyjąłem za podstawę galon królowej Anny, wiec teraz mogę podać zrozumiałe proporcje, które zawarłem na obrazku. Sądzę, że nie ma potrzeby wyjaśniania działania olejków oraz kamfory, ale zatrzymam się na chwilę przy mydle. W recepturze widnieje mydło z Alicante, w innych zalecano użycie mydła "hiszpańskiego". Chodzi o Sapo venetus, czyli wytworzone z oliwy – wówczas był to produkt dobry, którego jakość pozostawała poza wszelką dyskusją. R. James zalecał opodeldok na bóle reumatyczne, najróżniejsze bóle w kończynach oraz skrzepłą krew i soki. 

Kolejne XVIII-wieczne przepisy mnożą nazwy preparatu. Spiellmann w 1783 r. Użył nazwy Balsamum Saponaceum Edinburgensum, lecz nie znalazłem nici łączącej opodeldok z Edynburgiem. Pojawia się także Infusum Saponaceum, czy Unguentum Opodeldoch Suecorum. Trzy lata później w Dispensatorium Universale pierwszy raz zastosowano nazwę Linimentum Saponaceum, przy czym sam przepis nieco się zmienił – mydło łączono od razu ze spirytusem rozmarynowym, natomiast kamforę roztwarzano w niewielkiej ilości alkoholu, i dodawano później. 

Na przełomie XVIII i XIX wieku receptura okrzepła – wprawdzie co źródło, to inne proporcje, ale składniki pozostawał te same: dobre mydło, alkohol 70% lub mocniejszy, kamfora i olejek rozmarynowy. Przez około 50 lat mazidło wytwarzano tak samo, lecz w drugiej połowie XIX wieku niespodziewanie zaczęto dodawać Liquori Ammoni caustici: wodny roztwór amoniaku (wodę amoniakalną), mający delikatnie podrażniać tkanki, polepszając w ten sposób właściwości rozgrzewające całego preparatu. Pomysł się przyjął – amoniak stał się integralnym składnikiem mazidła. Przepis z 1869 r. jest przepisem austriackim i nie wykluczone, iż dzielny wojak Szwejk smarował się właśnie tym opodeldokiem. 

Gwałtowny rozwój przemysłu spowodował przeniesienie "ciężaru produkcji" różnorakich mazideł, kremów i past z aptek, do wielkich fabryk. Wręcz codziennie pojawiały się nowe produkty lecznicze – na początku XX wieku doliczyłem się ponad 30 różnych opodeldoków, choć nazwa ta stała się już wtedy dość ogólna, parasolowa. Austriacy produkowali go z dwóch różnych mydeł – z droższej oliwy i taniego, technicznego tłuszczu. Francuzi uznawali przepis jedynie z mydła zwierzęcego. Jeszcze inne przepisy zakładały uzyskanie (a nie użycie) mydła stearynowego i użycie świeżego do mazidła. 

Najwyraźniej opodeldok był obiektem pożądania wielu klientów, skoro sprzedawały się najróżniejsze receptury. Tak więc na półkach aptecznych i drogeryjnych znajdował się opodeldok z eterem, antyseptyczny z czystym bromem i bromkiem potasu, wyjątkowo rozgrzewające mazidło z nalewką pieprzowcową, podrażniający opodeldok z kantarydami, bądź chłodzący z mentolem i eukaliptolem.

Baza tych preparatów (mydło i spirytus) dała początek zupełnie nowej gałęzi w recepturze o łacińskiej nazwie saponimenta. Tak, jak rozmnożono opodeldoki, tak mnożono saponimenta. Do tych częściej włączano substancje cięższe, silnie działające – balsam peruwiański, ichtiol, związki jodu oraz chloroform. Nierzadko zamieniano część alkoholu na nalewkę: tak powstało Saponimentum Arnicae. W tym przepisie 1/4 alkoholu w bazie należy zamienić na Tinct. Arnicae. W zależności od kraju, nalewki arnikowe mogły się naprawdę sporo różnić. Austriacy łączyli korzenie z kwiatami w stosunku 80:20 i zalewali je 500 cz. alkoholu; Niemcy dawali jedną część kwiatów na dziesięć części spirytusu; Francuzi wrzucali do słoja kilogram kwiatów i kilogram alkoholu, a Brytyjczycy ograniczali się wyłącznie do części podziemnych w stosunku 1:20. 

W Polsce Linimentum Opodeldoc znalazł się w Farmakopei Polskiej II. Jest to najbardziej rozbudowany przepis. Najpierw do kolby ustawionej na łaźni wodnej dodaje się kwas stearynowy, ług sodowy, glicerynę i spirytus. Podstawia się to pod chłodnicę zwrotną (zamknąć szczelnie nie można, a spirytus musi zostać!) i czeka, aż kwas się rozpuści. Gdy to się stanie, wlewa się spirytusowy roztwór kamfory, olejek lawendowy, rozmarynowy i roztwór amoniaku. Wszystko się miesza, przesącza do suchych naczyń i szczelnie zamyka. 

Po II wojnie światowej opodeldok stracił swoją popularność. Wprawdzie w Czechach wciąż produkuje się preparat o takiej nazwie, ale to już nie jest to samo. Szwejk nie chciałby nim posmarować nim swoich reumatycznych kolan – wolał dobrą, barwną historię, od pustego hasła.

Spodobał Ci się mój tekst? Polub fanpage Manuału Zielarskiego
i daj znać o moim istnieniu innym!

2 komentarze:

  1. Poslušně hlásím ze jsem opet zde- dyżurny cenzor i korektor ;)
    W trzecim akapicie "metotreksat" ma być.
    Ps. Gratuluje ciekawego tekstu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miłe słowa! Błąd poprawiłem - pisałem z pamięci, jedna myśl goniła drugą i jakoś "t" zamieniła się na "l". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń