poniedziałek, 7 stycznia 2019

Antropozofia: fałszywe tezy w fitoterapii

Zajmuję się aspektami teoretycznymi oraz praktycznymi fitoterapii od ładnych paru lat, więc już wiele widziałem, sporo słyszałem, a i trochę zdążyłem przeczytać. Dlatego nie mogłem nie dostrzec pewnych nieprawdziwych koncepcji, błędów czy też najzwyczajniejszych błędów, jakie zaczęły występować w tematach związanych z ziołolecznictwem. Wypaczenia powstają z naprawdę najróżniejszych powodów: mylnej interpretacji źródeł, ich niewłaściwego doboru, czy też braku krytycznego podejścia do sprawy. Tak, drodzy Czytelnicy! Optymizm w fitoterapii jest wielce niepożądany.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Ziele nie całkiem angielskie

Grudzień jest czasem prawdziwych żniw dla firm zajmujących się handlem przyprawami. Wprawdzie latem też kupujemy sporo aromatycznych ziół i mieszanek, bo kisimy ogórki i robimy wszelakie przetwory warzywne, ale prawdziwy konsumpcyjny boom przypada dokładnie na ostatni miesiąc roku. Właśnie wtedy doceniamy niezwykły zapach goździków, smak cynamonu i imbiru oraz dekoracyjny wygląd anyżu gwiaździstego – te kolonialne specjały królują na naszych świątecznych stołach, w masowo kupowanych mieszankach piernikowych i przyprawach do grzanego piwa oraz wina. Niestety, bardzo często zapominamy o niepozornym surowcu, który jest prawie zawsze obecny w ich składzie. Można znaleźć go w każdej kuchni, wielu używa na co dzień, ale mało kto zwraca na niego swoją uwagę. Czym ziele angielskie zasłużyło sobie na taką wzgardę? 

wtorek, 4 grudnia 2018

Ergoapiol. Te róże nie pachną

Na III Forum Zielarskim wspomniałem o Ergoapiolu i jego negatywnym wpływie na przebieg kobiecej ciąży. Powiedziałem o nim jako o farmaceutycznej ciekawostce, ale preparat i jego kompozycja wzbudziły ciekawość wśród widzów, gdyż po wykładzie kilkukrotnie podeszli do mnie słuchacze i poprosili o więcej szczegółów. Pragnieniom tym czynię zadość, zresztą nic mnie to nie kosztuje, albowiem i tak miałem napisać o Ergoapiolu, a konkretnie o apiolu wchodzącym w skład tego preparatu. Przy okazji udało mi się skleić całkiem niezłą historię, co osobiście wielce mi się podoba: wolę w ciekawy sposób przekazywać informację o związkach aktywnych i roślinach leczniczych, niżby wkleić nudną i niezrozumiałą tabelkę i czuć się tym samym „panem naukowcem”. 

wtorek, 20 listopada 2018

Francówka: wielka historia małej buteleczki

Kilka lat temu odwiedziłem jeden z lubelskich sklepów zielarskich. Na wyprzedażowej półeczce dostrzegłem fikuśny, szklany flakonik z niebieską etykietką i napisem ALPA. Szybko skojarzyłem, że przezroczysty płyn w środku to słynna czeska francówka, którą niektórzy wychwalają pod same niebiosa. Niewiele myśląc, kupiłem rzeczoną buteleczkę; kosztowała niewiele, bodaj pięć złotych. Chciałem wypróbować zawartość przy okazji jakiegoś jesiennego przeziębienia, ale żadne nie nadeszło. W końcu podczas przeprowadzki szyjka utłukła się, preparat wsiąkł w karton i tyle z kurowania się francówką. Pozostał tylko przyjemny zapach…

środa, 19 września 2018

Cuda-Wianki-Suplementy

Przyznam otwarcie: to najtrudniejszy tekst w historii Manuału Zielarskiego. Rzeczą niesłychanie łatwą jest krytykować kogoś nagle, pod wpływem impulsu, biorąc do ręki dowolne argumenty. Znacznie trudniej wytykać błędy merytorycznie i metodycznie. Wymaga to wiedzy, znajomości rozmaitych źródeł oraz przede wszystkim wprawnego pióra. Nawet najważniejsza treść, jeżeli jest napisana bez polotu, nie zainteresuje nikogo. Ten wpis jest społecznie istotny, bo demaskuje czyny moralnie naganne, które należy piętnować, wypalać i wykorzeniać.

niedziela, 2 września 2018

Ta wspaniała Cholekinaza!

Mogłoby się wydawać, że stworzenie dobrej mieszanki ziołowej nie jest specjalnie trudne. W końcu ziółka – species, to najprostsza forma leku roślinnego. Wszak wystarczy dobrać odpowiednie surowca i określić dawkowanie tak, aby gotowy przetwór wykazywał pożądany efekt terapeutyczny. Nic bardziej mylnego!

czwartek, 23 sierpnia 2018

Niechaj cesarz będzie zdrów. O japońskiej farmakopei (cz. 2)

Czy istnieje japońska fitoterapia? Pytanie wydaje się zrazu błahe, lecz jest jednym z najtrudniejszych, jakie można zadać profesjonaliście. Kraj wydaje się nam tak odległy, iż od razu szukamy bliższych przykładów – mamy przecież fitoterapię niemiecką, rosyjską, więc dlaczego nie miałaby istnieć japońska?