wtorek, 11 października 2016

Przygotowanie ziółek + tabela zbiorów na październik

Chroniczny brak czasu, którego przyczyną są studia (wraz ze wszystkimi rzeczami okołostudenckimi) oraz chodzenie na studium farmaceutyczne powoduje, że wpisy powstają z doskoku. Trudno w takich warunkach omówić poważny temat. Dzisiejszy tekst jest jednak wyjątkiem – mam dzień wolny w środku tygodnia, co miałem zrobić, to zrobiłem, więc poświęciłem kilka godzin na przygotowanie poniższej notki. Traktuje ona o pewnej postaci leku, do której przygotowania niezbędna jest odpowiednia wiedza zielarska i farmaceutyczna.

Mowa o... ziółkach! Wydaje się, że jest to banalna forma leku, tak prosta w swojej wymowie, że aż wulgarna. Cóż to za sztuczka, wziąć garść liści, garść korzeni i zmieszać to wszystko ze sobą? Och, nic bardziej błędnego! W niej kryje się sztuka zielarska. Prastary rytuał wykonywany przez tysiąclecia przez biegłych w tej nauce. Nic w nim nie jest przypadkowe, wszystko ma swoją kolejność, a od poprawnego przygotowania leku zależy stan chorego.

Ziółka, czyli species. W czysto zielarskim ujęciu to mieszanina rozdrobnionych surowców zielarskich. Definicja farmaceutyczna jest nieco szersza, uwzględnia możliwy dodatek innych substancji, najczęściej poprawiających walory smakowe lub wzmacniających działanie substancji czynnych zawartych w roślinach. Jakość a co za tym idzie działanie ziółek, zależy od poprawnego ich wykonania – czyli rozdrobnienia, przesiania i zmieszania.

Kwestię rozdrobnienia pozostawiam otwartą, można robić to różnymi metodami, warto pamiętać, aby unikać sprzętów, które powodują ocieplenie surowca. Zagrzanie go jest skrajnie niekorzystne, może negatywnie wpłynąć na zawartość substancji czynnych, na których nam przecież zależy. Dobrze wysuszone surowce można rozdrobnić ręcznie lub za pomocą moździerza, najlepiej solidnego, kamiennego. Rzecz jasna nie mówię tutaj o korzeniach, kłączach, owocach i nasionach. Ostatnią dwójkę powinno się raczej rozgniatać, niżby proszkować, natomiast te pierwsze mogą wymagać wstępnego zmielenia w młynku ręcznym, a potem jeżeli jest to konieczne, w młynku elektrycznym.

Nie wyobrażam sobie laboratorium zielarskiego bez sit do przesiewania rozdrobnionych surowców roślinnych. Mam wrażenie, że wielu producentów nie słyszało o czymś takim jak właściwy stopień rozdrobnienia, w efekcie czego możemy znaleźć w paczce ziółek zarówno pył, jak i takie kawałki korzeni, które mogą nam w gardle stanąć. W tej kwestii opieram się na Farmakopei Polskiej II, która podaje sześć sit, które zarazem definiują stopień rozdrobnienia.

Sito I – oczko 5 mm średnicy – grubo rozdrobniony
Sito II – oczko 3 mm średnicy – średnio rozdrobniony
Sito III – oczko 1,5 mm średnicy – drobno / miałko rozdrobniony
Sito IV – oczko 0,5 mm średnicy – grubo sproszkowany
Sito V – oczko 0,25 mm średnicy – średnio sproszkowany
Sito VI – oczko 0,15 mm średnicy – miałko / subtelnie sproszkowany

Mając sita i rozdrobnione surowce, możemy przejść do przesiewania. Na czystym stole rozkładamy dużą płachtę papieru. Jest to nasza przestrzeń robocza, ograniczy ona zabrudzenia, których z pewnością nie będzie brakować. Następnie przygotowujemy nieco mniejsze kartki papieru, na nie będziemy przesiewać surowiec. No i niezbędne są dwa pojemniki – do czegoś trzeba to wszystko przesypać. Gdy już mamy co trzeba, powstaje pytanie – którym sitem przesiać moje liście / moje korzenie / moje kwiatki? Możemy wyróżnić trzy grupy surowców i przypisać do nich poszczególne sita, mianowicie:

wszystkie kwiaty, liście oraz ziela przesiewamy przez sito I;
wszystkie drewna, kłącza, korzenie i kory przesiewamy przez sito II lub I;
wszystkie owoce i nasiona przesiewamy przez sito III lub II;

Oczywiście każdy surowiec przesiewamy osobno! To, co zostało na sicie, przesypujemy do pierwszego naczynia. Warto to potem przejrzeć w wolnej chwili. Mogą tam znajdować się różne zanieczyszczenia np. gałązki, sznureczki albo po prostu za duże elementy, które można znów rozdrobnić, aby przeszły przez określone sito. Kartkę z przesiewem odsuwamy, podstawiamy nową, czystą. Teraz trzeba odsiać od pyłu nasz surowiec. Do tego celu stosujemy sito IV lub V, nieważne czy to jest korzeń, owoc czy kwiat. Zatem surowiec przenosimy na IV lub V i znów przesiewamy. Zawartość sita przesypujemy do pojemnika – jest to właściwie przygotowany surowiec. Przesiew to nic nie warty pył, który wyrzucamy wraz z kartą.

Mając przygotowane w ten sposób surowce, możemy przygotować nasze species. Wbrew pozorom nie realizujemy przepisu w sposób dosłowny, czyli nie odważamy i nie mieszamy według zapisanej kolejności. Można procedurę streścić w trzech regułkach:
  1. Kolejność mieszania surowców definiuje ich waga, począwszy od największej.
  2. W przypadku kilku surowców o tej samej wadze decyduje alfabet.
  3. Owoce i nasiona dodajemy na samym końcu.
Przykładem niech będą Species pectorale czyli ziółka wykrztuśne. Receptura wygląda tak:

Radix Althaeae.....40,0
Radix Glycyrrhizae.....15,0
Rhizoma Iridis.....5,0
Folium Farfarae.....20,0
Flos Verbasci.....10,0
Fructus Anisi.....10,0

Kolejność ich odmierzania i wsypywania będzie następująca:

Radix Althaeae.....40,0
Folium Verbasci.....20,0
Radix Glycyrrhizae.....15,0
Flos Verbasci.....10,0
Rhizoma Iridis.....5,0
Fructus Anisi.....10,0

Jeżeli w skład receptury wchodzą substancje dodatkowe, dodajemy je na samym końcu, po owocach i nasionach. W przypadku dodatku soli, rozpuszczamy ją w niewielkiej ilości wody, zwilżajmy ziółka i suszymy.

Co prawda październik w pełni, ale jeszcze można wybrać się na zbiory. Dlatego prezentuję tablicę surowców roślinnych, które można zebrać w tym miesiącu.



1 komentarz: