niedziela, 7 maja 2017

Zioła i zdarzenia niepożądane

Odwiedzając niektóre strony internetowe, zauważam pewne niebezpieczne tendencje do traktowania surowców zielarskich i przetworów z nich sporządzonych, jako bezpiecznych środków terapeutycznych, przeznaczonych zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci i osób starszych. Wychwalając pod niebiosa zalety (ze smutkiem zauważam, że często rozdmuchane i nieprawdziwe), pomija się pewne wady i ostrzeżenia.

Napisałem 'pomija się', choć fraza ta nie oddaje prawdy. Wiele stron poświęconych zielarstwu jest prowadzonych kompletnych laików, przez co nie wiedzą o środkach ostrożności lub ignorują je, mając na boku internetowy sklepik lub inny partykularny interes, przez co ograniczanie grona chętnych wpływa na jego zarobki. Również czytelnicy takowych stron bardzo często lubią zgrywać "zielarzy" myśląc, iż przeczytanie książki Ożarowskiego, strony internetowej doktora Różańskiego, lub - co gorsza - któregoś dzieła nieszczęsnej Kórzawskiej albo tekstów hildegardystów sprawia, że zyskują pełnię wiedzy. Pokutuje pewna fałszywa romantyczna wizja zielarza/zielarki jako oddanej naturze osoby zbierającej kwiatki i korzonki, wykonującej w drewnianym domku syropów i ordynującej roślinne terapie członkom rodziny i znajomym. Tacy ludzie często a gęsto udzielają się na różnych grupach facebookowych, szerząc banały o ziołach, mają klapki na oczach i nie dostrzegają minusów sygnalizowanych przez literaturę fachową, nabierając przekonania o złych zamiarach lekarzy, farmaceutów i naukowców.

W efekcie takiego postępowania wiedza o regułach bezpieczeństwa w pracy z ziołami i zdarzeniach niepożądanych, które mogą występować jest nędzna, a najczęściej żadna. Opierając się na niesprawdzonych źródłach, odczucia spowodowane negatywną reakcją organizmu na zioła, są traktowane jako pożądane reakcje świadczące o korzystnych zmianach prowadzących w krótkim czasie do ustąpienia dolegliwości. Należy jasno zaznaczyć – każda roślina może wywołać zdarzenia niepożądane, przy czym można powiedzieć, że im mniejsza dawka terapeutyczna, tym większa szansa, że coś niespodziewanego się wydarzy. Oznacza to, że nawet popularne przyprawy czy zioła powszechnie postrzegane jako bezpieczne u pewnej bardzo małej grupy osób, powodują przykre, a nawet niebezpieczne dla zdrowia dolegliwości.

Podane poniżej wybrane zdarzenia niepożądanych dla powszechni znanych roślin, są oczywiście wybrane i jednostkowe. Zanotowano przypadki alergii dla niemal każdej rośliny leczniczej, nie wyłączając tak często stosowanych, jak bazylia, mięta pieprzowa czy oregano, więc nie poświęcam takim wypadkom wiele miejsca. Zdaję sobie sprawę, że zdarzenia niekiedy są ubogie w szczegółowe dane, lecz często są one niedostępne z prozaicznych przyczyn – wiele osób u których one wystąpiły, nie chwali się tym i nie ujawnia szczegółów. Również nie zdawano sobie sprawy z wagi zdarzenia, przez co dokumentacja medyczna jest niepełna, a nikt nie zadał sobie trudu aby pogrzebać nieco głębiej i dociec przyczyn.

Zacznę od kasztanowca zwyczajnego (Aesculus hippocastanum) a konkretnie od jego nasion. Pewien 37-latek przed niesprecyzowanym zabiegiem przyjął zastrzyk domięśniowy zawierający 65 mg standaryzowanego ekstraktu z nasion kasztanowca. Badania wykonane po kilku tygodniach (najwyraźniej kontrolne) ukazały zmiany martwicze w rejonie centralnozrazikowym wątroby oraz cholestazę (czyli zastój żółci). Wyniki wskazały zwiększony poziom bilirubiny, fosfatazy zasadowej (ALP), gamma-glutamylotranspeptydazy (GGTP) i eozynofilów (granulocytów kwasochłonnych, czyli odmiany krwinek białych).

Ciekawe są doniesienia związane z aloesem zwyczajnym (Aloe vera), przecież tak chętnie używanym w domowych kosmetykach. Oczywiście zdarzają się przypadki alergii wynikłych wskutek kontaktu z sokiem lub żelem. Pewna kobieta często zażywała aloes doustnie (sok z kilku listków) oraz miejscowo (być może kosmetycznie) w wyniku czego zapadła na purpurę Henocha-Schönleina, czyli zapalenie naczyń związane z IgA (immunoglobuliny A, czyli podstawowego mechanizmu odporności w błonach śluzowych). Purpura Henocha-Schönleina to znajdujące się od pasa w dół wybroczyny skórne, krwotoczna wysypka z towarzyszącymi bólami brzucha i pogorszoną pracą nerek. Inny przypadek zapadnięcia na tą chorobę to mężczyzna, który przez tydzień zażywał ekstrakt z aloesu. Jest opisany wypadek wystąpienia zaburzeń w pracy tarczycy u osoby, która codziennie zażywała 10 ml soku z aloesu oraz stosowała nieznane ilości ekstraktów w celach kosmetycznych.

Mam nadzieję, że znane jest częste występowanie groźnych alergii na seler (Apium graveolens), którą często określa się jako 'seler-marchew-bylica-brzoza', gdyż alergia na jedną z tych roślin wskazuje na bardzo duże szanse alergii na pozostałe rośliny i pokrewne z gatunku. U osób, które nie mają uczulenia na seler, może wystąpić pokrzywka i zaczerwienienie skóry w wyniku kontaktu ze świeżymi okazami oraz fotodermatoza, która zazwyczaj objawia się po zjedzeniu większych ilości i kontakcie z intensywnym światłem słonecznym.

Lubiany przez osoby zajmujące się kosmetyką nagietek (Calendula officinalis) u około 1-2% osób może wywołać zaczerwienia, świąd i pokrzywkę, zwłaszcza jeżeli do produkcji maści wykorzystywano ekstrakty eterowe lub alkoholowe, a sam produkt jest w nie bogaty. Ryzyko alergii na nagietek jest zwiększone, gdy występuje podobna reakcja na balsam peruwiański, nikiel czy propolis. Znany jest przypadek wstrząsu anafilaktycznego u osoby, która spożyła napar z nagietka.

Media czasami odświeżają temat duńskich bułeczek z cynamonem (Cinnamomum verum) strasząc, że Unia Europejska zakaże tej przyprawy. Ogólnie jest przyjęte, iż duże dawki (2-4 g) mogą wywołać trudności z oddychaniem, ekscytację (choć wiadomo też o przypadkach senności), wzrost tętna i obfite pocenie się. Jak zawsze są alergie kontaktowe, przy czym zawsze zaskakują mnie sytuacje i miejsca, w których dochodzi do wydarzeń – jedną ze scen takiego przypadku była kawiarnia a przedmiotem filiżanka kawy z dużą ilością spienionego mleka i wzorkiem z cynamonu. O wywoływanie alergii obwinia się aldehydy cynamonowe (zazwyczaj 50-75% w olejku eterycznym), które są wykorzystywane w przemyśle kosmetycznym oraz spożywczym. Znajdziemy je cukierkach i gumach do żucia – z tymi ostatnimi jest związany dramat 24-letniej kobiety z wykrytym rakiem płaskonabłonkowym języka, najprawdopodobniej wywołanym żuciem dużych ilości bezcukrowej gumy do żucia (do 5 paczek dziennie) o smaku cynamonu. Aldehydu cynamonowe podrażniają jamę ustną, często prowadząc do zapaleń dziąseł i owrzodzeń, więc niewykluczone, że były głównym czynnikiem wywołania raka.

Co prawda nie nasz klimat, bo limonka (Citrus x aurantifolia) woli zgoła cieplejsze klimaty, ale to zapewne opisane przypadki tyczą się wszystkich owoców cytrusowych. Kontakt z sokiem oraz olejkami eterycznymi powoduje fotodermatozy, zmiany rumieniowe i pęcherze. 23-letnia kobieta, pracująca na plaży, po dwóch dniach przygotowywania mojito (zapewne otwarty bar na piasku) dostała bolesnych rumieni i plam.

Historią grozy można nazwać pewne przypadki związane z koprem włoskim (Foeniculum vulgare). U kilku dziewczynek (przedział wiekowy 5 miesięcy – 5 lat) zaczęły rozwijać się piersi przy jednoczesnym braku innych oznak przyśpieszonego dojrzewania płciowego. Wszystkie były karmione piersią (oczywiście już starsze nie), nie przyjmowały również leków hormonalnych. Jedynym łącznikiem były herbatki z kopru włoskiego w sporych ilościach, bo 2-3 filiżanki dziennie, podawane przez okres od 4 miesięcy do 2 lat. U wszystkich poziom estradiolu (żeński hormon płciowy) przekraczał normy nawet 20-krotnie. Po odstawieniu naparów efekty zaczęły się cofać, a estradiol unormował się w ciągu kilku miesięcy.

pixabay | Muzeum w Lwowie
Znane i lubiane nasiona słonecznika (Helianthus annus) mogą być przyczyną ciężkich reakcji alergicznych. Osoby które mają dzieci powinny zwrócić szczególną uwagę na to, jak jedzą słonecznik. Niecierpliwe szkraby zazwyczaj nie wyłuskują wnętrza, tylko spożywają w całości licząc, że zęby jakoś to przemielą (sam tak robiłem!). Częste praktyki prowadzą do tworzenia się bezoarów – brył w przewodzie pokarmowym (przełyku, żołądku, odbytnicy) będącymi zalegającymi masami włókien roślinnych. Warto łuskać słonecznik za pomocą rąk. Pewien pan codziennie podczas dwugodzinnych seansów telewizyjnych przez dwa lata łuskał słonecznik za pomocą ust i zębów, przez co doczekał się zmiany koloru języka na czarny i czegoś na kształt włosków a będącymi wydłużonymi brodawkami. Ratunkiem okazało się regularne szczotkowanie języka, czyszczenie roztworem mocznika i przede wszystkim odstawienie słonecznika.

Kto z nas nie kocha lawendy (Lavandula angustifolia)? Niemal w każdym domu znajduje się doniczka z dorodnym krzaczkiem oraz kuchenny bibelot z jej ilustracją. Co można jej zarzucić? Pewna matka (niektórzy nie mają wyobraźni, ale za to posiadają dzieci) podawała 8-miesięcznemu dziecku ekstrakt z lawendy produkowany domowymi sposobami. Zaprzestała po wystąpieniu dezorientacji, skołowania i senności u niemowlęcia. Wydaje się, że dzieci są szczególnie czułe na lawendę. Znanych jest kilka przypadków wystąpienia ginekomastii (przerost sutka u mężczyzn) po regularnym kontakcie z produktami zawierającymi wyciąg czy też olejek z lawendy. 4-latek smarowany balsamem z lawendą, 10-latek używający szamponu i żelu do włosów (zawierały olejek) czy też 7-latek stosujący mydło lawendowe i takiż tonik do twarzy. Przerost ustępował po odstawieniu produktów.

Niektórzy zupełnie nie mają wyobraźni i leczą się na własną rękę. Źle użyta szałwia (Salvia officinalis) nie pomaga w utrzymaniu dobrej kondycji. 54-letnia kobieta regularnie zażywała niewielkie dawki olejku eterycznego przez kilka lat. Najwyraźniej lała z buteleczki na łyżeczkę i połykała. Zwykle przez kilkanaście minut odczuwała palenie w żołądku, przyspieszony oddech i tętno, zawroty głowy. Pewnego razu "przelała" swoją zwyczajową dawkę w efekcie czego wystąpił napad toniczno-kloniczny (utrata świadomości, zasinienie, drgawki). Rok młodszy mężczyzna również doświadczył podobnego ataku po zażyciu 12 kropli olejku. Obydwie osoby nie chorowały na epilepsję.

Podane przypadki nie stanowią nawet promila zdarzeń niepożądanych, które wystąpiły w kontakcie z ziołami. Są pewnym ostrzeżeniem dla wszystkich tych, którzy chcą czerpać korzyści z roślin leczniczych – zioła nie są nieszkodliwe. To niebezpieczny mit, który wmawiają Wam głupcy. Istnieje kilka grup ryzyka, gdzie wzrasta szansa na wystąpienie jakiegokolwiek zdarzenia niepożądanego – dzieci, osoby starsze, osoby przewlekłe chore i zażywające dużą ilość leków, osoby niefrasobliwe i nieuważne oraz domorośli zielarze-internauci. Dlatego każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, rozważając bilans potencjalnych korzyści i ewentualnych strat. Dopiero wtedy należy podjąć decyzję o zastosowaniu danego zioła, a nie z rekomendacji internetowego guru.

23 komentarze:

  1. Gdzie opisane są takie przypadki ? Skąd uzyskałeś takie informacje ??

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno temu, gdy zaczynałam poznawać rośliny i ich właściwości zachwyciłam się dziurawcem i jego antydepresyjnym działaniem. Nie miałam wtedy bladego pojęcia, że zioła, które nie są trujące można przedawkować. Piłam napar z dziurawca przez 2 dni w ilości kilku szklanek dziennie. Skończyło się to koszmarnymi bólami pleców, zawrotami głowy, przez ponad dobę nie byłam w stanie wstać z łóżka. Ta lekcja, którą dostałam na samym wstępie spowodowała, że nabrałam respektu przed "ziółkami". I wiem też, że była to bardzo łagodna lekcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz. Cieszę się, że tak niegroźnie się to skończyło, a jednocześnie jestem zaciekawiony takim rozwojem tego przypadku. Tak, zioła zdecydowanie nie są naszymi przyjaciółmi. Zasada nadzwyczaj ograniczonego zaufania zawsze się przydaje.

      Usuń
    2. Ale to dotyczy nie tylko ziół a każdej substancji, którą wprowadzamy do organizmu doustnie, wziewne czy transdermalnie. Od jedzenia, przez leki, w tym ziołowe, po kosmetyki.

      Usuń
    3. Oczywiście! Ale ponieważ prowadzę blog zielarski, skupiłem się na samych ziołach :)

      Usuń
    4. Zioła sa naszymi przyjaciółmi, i jako tacy nie pozwalaja wchodzić sobie na głowę!

      Usuń
  3. Skrajności i niekompletna wiedza bywają zabójcze w każdej dziedzinie życia. Zielarze, dietetycy, masażyści, trenerzy, samozwańczy znachorzy, którzy jak piszesz, coś liznęli, niewiele doświadczyli - chcą być guru w temacie. Zgodnie z badaniami i picie wody w dużej ilości może zabić. Skąd w kimkolwiek pogląd, że jeśli jest roślinka tzn. "pomóc może, a na pewno nie zaszkodzi"? Rośliny to potężna moc i wymaga równie potężnej wiedzy czy medycznej czy z przekazów ludowych. Jednakże stosowanie powinno być poparte wnikliwością, uważnością i ostrożnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczba takowych "guru" będzie przybywać - jest popyt na ekologiczny i naturalny styl życia, więc będzie odpowiednio duża podaż osób się tym zajmujących, przy czym znaczna większość nie będzie reprezentować poważnego poziomu.

      Pogląd o nieszkodliwości jest uzależniony od wyznawanego stylu ziołolecznictwa. Ja zajmuję się tylko tym popartym naukowo, rzekłbym "oficjalnym" czy też "europejskim". Inni wolą medycynę chińską gdzie są nieco inne standardy, inni ajurwedę, są grupy preferujące indiańskie reguły a jeszcze inni to hildegardyści (wyjątkowo toksyczna grupa).

      Usuń
  4. Witam , jak duże ma Pan doświadczenie w dziedzinie zielarstwa , że neguje autorytety ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mógłby Pan/Pani rozwinąć myśl o negowaniu autorytetów? Kogo zanegowałem?

      Usuń
  5. Bardzo interesujacy artykul.
    Po stokroc dzieki !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Proszę częściej zaglądać na Manuał Zielarski, aby być na bieżąco z nowymi tekstami!

      Usuń
    2. Witam a co myśli Pan o nasionach czarnuszki?

      Usuń
  6. Teraz pewnie nie znajdę, ale... na YouTube jest jeden wykład "zielarza" na jakimś magiczno-ezoterycznym zlocie, który ma dosyć sporo fanów. W swoim 1-2 godzinnym wywodzie mówił właśnie, że rośliny są inteligentne i wiedzą, kiedy działać na ludzki organizm, a kiedy już nie. Załamałam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, znalazłam: Łukasz Lubicki
      https://www.youtube.com/watch?v=AfnXoKhAn9o

      Usuń
  7. Pan Lubicki (znane mi są jego teorie) niedawno dostąpił zaszczytu i TVP Info wyemitowała o nim reportaż. Zrobiono z niego ludowego eksperta przez którego przemawia Matka Boska. Cóż, każdy orze jak może. Z tego co wiem, obecnie niektórzy internauci weryfikują podawane przez pana Lubickiego informacje o jego wykształceniu. I dochodzą do pewnych, niekorzystnych (dla tego pana) wniosków.

    OdpowiedzUsuń
  8. wykształcenie nie jest najbardziej istotne w zielarstwie :) znaczy obecnie tak! bo zanikła tradycja przekazywania sobie rodzinnie wiedzy wiec trzeba się kształcić w tym kierunku a jak chodzi o Pana Lubickiego to faktycznie mocno naciąga wiele rzeczy pod siebie .... a blog spoko :) i na wiele cenności :) gratuluję ... stara zielara :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nieco inne zdanie na ten temat, być może z racji optyki albo rozbieżnych definicji (zielarstwo czyli...?) :) Wykształcenie jest najbardziej istotne, bez solidnych podstaw nie ma o czym mówić.

    Tradycje zanikają, zapewne w średniowieczu też narzekano, że zanikają stare tradycje, ale nie można kultywować wszystkiego (tj. starych, jak i nowych zwyczajów). Inną sprawą jest słuszność, prawdziwość rodzinnej wiedzy w odniesieniu do rzeczywistości.

    Dziękuję za słowa pochwały! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Vereinigten, ja się podpisuję pod tym wszystkimi częściami ciała, tylko Ty mnie nie odzieraj z romantycznej i czystej wizji zielarstwa, pozwól chodzić mi po łące we wianku na włosach i w białej sukience ;p Przynajmniej kleszcze będzie na niej widać :D
    Stronka bardzo ciekawa, chętnie ją podczytuję od kiedy tu trafiłam,
    pozdrawiam,
    Daenerys z forum luskiewnik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo :)
      Romantyczna wizja zielarstwa zupełnie nie współgra z obecnymi, współczesnymi realiami :/

      Usuń
    2. Powiedz mi to prosto w oczy w Noc Kupały kiedy będę szukać kwiatu paproci w lesie, hej ;) Ze słowiańskiej krwi i kości jestem w spadku po Piastach, a ziołową miłość w DNA zapisali mi dziadek leśniczy i babcia szeptucha i nawet studia chemiczne nie przeszkodziły mi wierzyć w magię ziół ;) Najważniejsze, żeby dobrać dosis, bo wszystko od niej zależy.
      Cudną masz tą stronę.
      Pozdrawiam,
      Daenerys

      Usuń
    3. Cóż, możesz znaleźć jedynie kleszcze :) Oczywiście, jeżeli wcześniej nie wpadniesz w boreliozową histerię którą nakręca Krosno i Międzyborowo.

      I dosis czasem będzie do niczego, jak organizm zbyt czuły :)

      Usuń