poniedziałek, 30 lipca 2018

Traktat o syropie z babki

Lipiec zawsze jest dla mnie pracowitym miesiącem. Rodzinny sad i plantacja nie oszczędzają mojego czasu, przez co trudno mi znaleźć czas na praktykowanie tematów, o których piszę, nie wspominając o innych rzeczach i zajęciach. Kilka dni temu pomiędzy czereśniowymi drzewami znalazłem piękne kępy babki lancetowatej (Plantago lanceolata L.).


Rośliny były zdrowe, soczyste, wręcz idealne do zebrania i przerobienia na ekstrakt, a następnie syrop, tak poszukiwany i ceniony w okresie jesienno-zimowym. Chcąc zrobić jak najlepszy preparat, postanowiłem zagłębić się w literaturę naukową. Wszak babka lancetowata jest popularnym surowcem w Polsce i znanym w Europie, zatem wykonanie ekstraktu i syropu nie powinno nastręczać żadnych trudności. Niestety, prosta sprawa po głębszej analizie staje się trochę zagmatwana.

Chętnie korzystam z niemieckiej literatury farmaceutycznej lat 30. Są to pozycje wyczerpujące, pełne informacji i „smaczków”, które niejednokrotnie zmieniają postrzeganie surowca, czy sensu danej czynności. Owszem, pewne dane dezaktualizują się – jest to nieuchronne i dotyczy to każdej książki naukowej. Dlatego źródła te nie mogą być w 2018 roku odczytywane bezkrytycznie, zwłaszcza w kontekście fitochemii. Jednak sporo tematów i danych wciąż jest aktualnych, przez co mogą być wykorzystane jako istotne uzupełnienie konkretnego zagadnienia. Mocno eksploatowane przeze mnie Hagersy z tamtego okresu stawiają znak równości pomiędzy babką lancetowatą, a tak pospolitą babką zwyczajną (Plantago major L.). Ponadto wspominają również o wykorzystaniu babki średniej (Plantago media L.), której na Pomorzu Zachodnim jeszcze nie widziałem, zatem nie uwzględniam jej w dalszych rozważaniach. Poprawnie wyróżniono jako składniki aktywne śluz oraz aukubinę (ein Glykosid Aucubin). Obecnie wiemy znacznie więcej o substancjach czynnych, więc możemy wskazać ich odpowiednio więcej. Książka w kwestii wykonania Extractum Plantaginis odsyła do Extractum Belladonnae, z racji identyczności receptury i sposobu wykonania.

Teraz mogą zdziwić się osoby, które sądziły, iż znajdą hasło „Extractum Belladonnae”, a pod nim jedną krótką instrukcję. Przepisów w książce jest trzynaście (13), a każdy inny. Gdybym przeprowadził nawet pobieżną kwerendę literaturową, znalazłbym kilkadziesiąt receptur na wyciąg z liści pokrzyku. Do tej pory jest to liczący się surowiec, zatem długa tradycja i jego popularność wpływały na liczbę przepisów na ten sam przetwór. Lokalne przyzwyczajenia, krajowe farmakopee i uwarunkowania gospodarcze również przyczyniały się do „rozdrobnienia”. W efekcie dopiero nasz XXI wiek to próby unifikacji, weryfikowania przepisów. Zresztą popatrzmy na prozaiczny Sirupus simplex – nawet w kwestii stężenia sacharozy występują różnice w zależności od kraju wykonania. A co dopiero przy nieco bardziej złożonych preparatach…

Klasyczna niemiecka receptura na Extractum Belladonnae zakładała poświęcenie aż 12 dni na sporządzenie ekstraktu. Przez 6 dni surowiec macerowano w etanolu 70%, odciśnięte reszki ponownie zalewano alkoholem i odstawiano na 3 dni. Płyny łączono, po 48 godzinach odpędzano alkohol przez destylację i uzupełniano brakującą masę wodą. Po 24 godzinach wyciąg przesączano i odparowywano do uzyskania gęstej konsystencji. Austriacy do uzyskania ekstraktu używali etanolu 60% oraz perkolatora. Na każdy kilogram surowca zużywano w sumie 7,5 kg alkoholu. Uzyskany wyciek poddawano destylacji, filtrowano i zatężano. Podobnie ekstrakt wykonywano w Stanach Zjednoczonych, przy czym tam perkolację najczęściej przerywano po uzyskaniu 3 litrów wycieku.

W Belgii farmaceuci również wykorzystywali perkolator, ale uzyskany i przedestylowany płyn wyciekowy musiał odstać aż 8 dni. Zgromadzony na dnie naczynia osad (głównie związki żywiczne) zalewano gorącą wodą, filtrowano i mieszano z destylatem. Płyn zagęszczano w temperaturze do 50°C. Chorwaci i Duńczycy ekstrahowali surowiec do cna przy użyciu etanolu 62,5%. Szwajcarzy do uzyskania wyciągu z pokrzyku podchodzili z wyjątkową precyzją i dokładnością. Surowiec zwilżali etanolem 61%, następnie przecierali przez sito III, czyli o średnicy 1,5 mm. Uzyskany granulat przenosili do perkolatora, macerowali w ekstrahencie przez 48 godzin i wytrawiali, dolewając nowe porcje alkoholu w celu utrzymania gradientu stężeń. Oczywiście wyciąg destylowano, filtrowano i odparowywano. Francuzi nie byli tacy delikatni – po prostu surowiec macerowali przez 10 dni w etanolu 65%, a przefiltrowany wyciąg zatężali.

Relatywnie podobne były do siebie receptury węgierskie, holenderskie i norweskie – zwykła perkolacja z użyciem etanolu 70%. Zupełnie inne podejście tematu przedstawiali Hiszpanie. Świeże liście pokrzyku miażdżyli z niewielką ilością wody, odciskali je, po czym surowiec kilkukrotnie macerowano w wodzie. Uzyskane płyny łączono ze sobą i zagęszczano w temperaturze do 80°C. W Portugalii surowiec również macerowano, lecz do tego celu wykorzystywano grubo sproszkowane liście. Materiał roślinny odciskano, płyn zagotowywano. Wyciąg filtrowano i zagęszczano na łaźni wodnej. Jeszcze inaczej ekstrakt wykonywali Rosjanie. 1000 g surowca zalewano 6 kg niemal wrzącej wody. Materiał roślinny macerowano 24 godziny, odcedzano, znów zalewano wodą – ale tym razem połową wcześniej użytej objętości. Uzyskane w ten sposób maceraty zlewano, odparowywano do 1/3 i oziębiano. 3 litry wyciągu łączono z 1000 g etanolu 90% i odstawiano na 24 godziny. Ekstrakt przesączano i kontynuowano odparowywanie do pożądanej konsystencji.

Co kraj, to obyczaj. Zasada ta doskonale ilustruje zróżnicowanie receptur i pomysłów. Jednak każdy uważny Czytelnik zada w duchu pytanie: jak to przekłada się na przydatność terapeutyczną? Każdy przepis charakteryzuje się inną masą użytego surowca (i jego postacią), stężeniem rozpuszczalnika, czasem i metodą ekstrakcji. Na pewno w każdym wyciągu obecne są związki czynne, lecz bez przeprowadzenia dokładnych badań nie jesteśmy w stanie określić różnic ilościowych i jakościowych oraz ich istotności. Jednak jest w tym coś fascynującego – wszystko to nazwane jest Extractum Belladonnae, a tak wiele je dzieli i różni.

Wciąż nie udało uzyskać jednoznacznej odpowiedzi co do „najwłaściwszego” przygotowania ekstraktu i syropu z babki lancetowatej. Zwłaszcza, iż niektóre receptury słabo nadają się do zamienienia surowca – z pokrzyku na babkę. Dlatego postanowiłem skorzystać z aktualnych monografii World Health Organisation oraz European Medicines Agency.

Surowcem opisanym w monografii WHO jest Folium Plantaginis Majoris, któremu przypisuje się działanie tożsame z właściwościami babki lancetowatej. I w tym surowcu wyróżnia się aukubinę i ich pochodne, katalpol, liczne flawonoidy, kwasy fenolowe, saponiny i witaminy. WHO przetworom poświęca niewiele miejsca. Jednak jest wyróżniony ekstrakt wykonany z surowca powietrznie suchego o DER 1 : 1 / etanol 25%. Monografia unijna jest znacznie bogatsza w informacje o wyciągach, ponadto nie dotyczy P. major, lecz P. lanceolata. Dokument EMA opisuje pięć ekstraktów:

1) ekstrakt suchy o DER 3-6 : 1 / ekstrahent: woda
2) ekstrakt suchy o DER 3-5 :1 / ekstrahent: etanol 20%
3) ekstrakt płynny o DER 1 : 5,8-5,9 / ekstrahent: woda
4) ekstrakt płynny o DER 1 : 0,8-1,2 / ekstrahent: etanol 20-40%
5) ekstrakt gęsty o DER 1,5-1,7 : 1 / ekstrahent: etanol 20%

DER to oczywiście Drug Extract Ratio, czyli stosunek użytego surowca do uzyskanego przetworu. Najciekawsze są dane o ekstraktach płynnych – monografia wskazuje na produkcję wyciągów wodnych, jak i wodnoalkoholowych o niskiej zawartości etanolu. Ekstraktu wodnego powstaje więcej, ale to efekt przyjętej receptury w jednym z krajów członkowskich. Rozpuszczalnik zawsze można uzupełnić lub odparować.

Zebrane informacje wciąż są niepełne. Owszem, tak wygląda teoria – to, co napisano. Ale jaka jest rzeczywistość? Jak wykonywane są syropy z babki lancetowatej, które można kupić w aptekach?

Pięciu producentów wytwarza syropy, które jako jedyną substancję czynną mają płynny ekstrakt wodnoalkoholowy z babki lancetowatej: Gemi, Hasco-Lek, Amara, PROLAB i PhytoPharm. Dlatego w składzie możemy rzecz jasna znaleźć wodę oczyszczoną, etanol oraz sacharozę. Dodawane są również substancję o charakterze corrigens – aromaty oraz koncentraty smakowe. Chyba w każdym syropie obecny jest kwas cytrynowy. W dwóch lekach użyto również konserwantu – sorbinianu potasu w przypadku produktu PhytoPharm i benzoesanu sodu w wyrobie PROLABu. Może mieć to pewne uzasadnienie. Syrop nie zawiera „w opór” cukru, gdyż będzie krystalizował. Nie może mieć go jednak za mało, gdyż to właśnie cukier w odpowiednim stężeniu działa bakterio- i fungistatycznie. Dodatek ekstraktu może zmienić proporcje na niekorzystne, nawet przy uwzględnieniu konserwujących właściwości etanolu. Wszystko zależy od tego, jak chcemy sporządzić lek: mieszając syrop prosty z ekstraktem, czy też rozcieńczając ekstrakt z wodą i dopiero w tym roztworze rozpuszczając sacharozę. Są to jednak kwestie zasadniczo drugorzędne, wyraźnie wybrzmiewające przy produkcji masowej.

Tab. 1. Porównanie syropów z babki lancetowatej dostępnych w aptekach

Wszystkie syropy zawierają w swoim składzie płynny ekstrakt wodnoalkoholowy. Dwóch producentów stosuje wyciąg sporządzony na etanolu 25%, jeden na 30%, dwóch na etanolu 60%. Użycie tak silnego alkoholu jest zgodne ze starymi recepturami, ale czy konieczne? Etanol kosztuje, nawet kupowany w ilościach hurtowych. Rozcieńczenie = mniejszy koszt wytworzenia. EMA i WHO zakreśliły granicę 20-40%, a przecież możliwe jest nawet wykluczenie jego obecności (monografia EMA). Można również pomyśleć nad zastąpieniem go innym alkoholem – choćby glicerolem. Wartości DER również są mocno zmienne – trzech producentów stosuje DER 1 : 1 lub o wartości zbliżonej, jeden używa ekstraktu o DER 1 : 2 i jeden wykorzystuje wyciąg o DER 1 : 3.

Po przedstawieniu tych wszystkich danych można wyciągnąć kilka wniosków.
Po pierwsze: do sporządzenia syropu z babki, można użyć nie tylko gatunku P. lanceolata, ale również P. major.
Po drugie: ekstrakt z surowca można uzyskać różnymi sposobami, m.in. maceracji (rzadziej) i perkolacji (częściej).
Po trzecie: do uzyskania ekstraktu najlepiej użyć etanolu o stężeniu 20-30%. Ekstrakty wodne lub wodnoalkoholowe o znacznym stężeniu etanolu (60-70%) są zasadniczo poprawne i działające, lecz to właśnie wyciągi o niskiej zawartości alkoholu są obecnie zgodne ze „sztuką i praktyką”.
Po czwarte: według mnie, optymalny stosunek DER (dla ekstraktu wodnoalkoholowego) powinien wynosić 1 : 1. Trzech producentów wykorzystuje ekstrakty o takim samym lub zbliżonym DER, ponadto dane EMA i WHO sugerują właśnie tą proporcję jako optymalną we współczesnej terapii.

Spodobał Ci się mój wpis? Polub mój fanpage i bądź na bieżąco!
Chcesz mi pomóc? Skomentuj wpis, udostępnij go w mediach społecznościowych.
Możesz również wyrazić wdzięczność poprzez widget Zrzutki.
Dziękuję za Wasze wsparcie!

10 komentarzy:

  1. dobry wpis. Pamiętam, że babcia babkę kazała przykładać na ranę

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! No to do roboty. Dotychczas robiłem syrop zdecydowanie inaczej z użyciem miodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewna receptura na Sir. Plantaginis wspomina o niewielkim dodatku miodu, lecz jest on 50-krotnie mniejszy, niż masa cukrowego syropu :)

      Usuń
  3. Super wpis, moja babcia też tak mi mówiła ;D

    OdpowiedzUsuń